Przejdź do głównej zawartości

Adam Feliks Kadulski: Niespodzianki genealogiczne

Od kilku lat, w zależności od ilości wolnego czasu, staram się prowadzić własne badania genealogiczne. Wertowanie ksiąg parafialnych, dokumentów znajdujących się w archiwum państwowym, inwentaryzacja cmentarzy, nawiązanie kontaktu z osobą, z którą mam wspólnych przodków, spotkanie z członkiem rodziny, z którym kontakt został zerwany pół wieku temu – wszystkie te wydarzenia są nie tylko niezwykle emocjonujące ale także kształcące.

Po rozwikłaniu pewnych rodzinnych tajemnic, które wydawały się już niemożliwe do wyjaśnienia spotkała mnie coś zaskakującego.

Zupełnie nieznany mi człowiek zadał sobie trud odnalezienia mnie i przekazania korespondencji z okresu okupacji. Korespondencja obejmuje 66 przesyłek. Ich autorem jest Adam Feliks Kadulski [G78K-S3R].




Zgodnie z posiadanymi przeze mnie informacjami i dokumentami, urodził się on w Krakowie 4 października 1910 roku, zmarł 21 września 1993 r. w Krakowie.


Adam Feliks był synem krakowskiego drukarza Adama Kadulskiego [G78K-Z32] (ur. 20 grudnia 1884 roku w podkrakowskim Półwsiu Zwierzynieckim) i Zofii Rogozińskiej [G78K-M1X] (ur. 15 maja 1886 r. także w Półwsiu Zwierzynieckim).

Adam Feliks miał jeszcze dwie siostry: Wandę [G78K-S3J] (ur. 29 kwietnia 1909 r. w Półwsiu Zwierzynieckim) i Jadwigę [GV7Z-B7M] (ur. 12 października 1912 r. w Krakowie). Rodzina Adama i Zofii Kadulskich, przynajmniej przez pierwsze dwie dekady XX w. zamieszkiwała przy ul. Kościuszki 46 w Krakowie. W okresie okupacji zamieszkiwali w Łagiewnikach przy ul. Pocztowej 181 (jak wynika z korespondencji syna).

Adam Feliks Kadulski (junior) miał wykształcenie prawnicze i był aplikantem sądowym - o czym świadczy przekazana mi legitymacja wystawiona przez prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Plik korespondencji został odnaleziony w makulaturze w czasie porządkowana jakiegoś biura. Korespondencja w większości kierowana jest do Adama Kadulskiego (seniora) i Zofii (matki). Sporządzona została na blankietach łagrowych. Pochodzi przede wszystkim z lat 1940-1943, ale zawiera także karty pocztowe z 1939 roku, a nawet z roku 1955.





Adam osadzony był w niemieckim obozie jenieckim Stalag (niem. Stammlager für kriegsgefangene Mannschaften und Unteroffiziere) XII D w miejscowości Trier w Zachodnich Niemczech – przeznaczonym dla podoficerów i szeregowców.


Z mojej strony serdeczne podziękowania dla dra Stanisława Łapińskiego, który zadał sobie trud przekazania korespondencji.

Pierwszy z listów, kierowany jest przez Adama Feliksa Kadulskiego do rodziców w dniu 25 września 1939 roku. Nadany został w Rumunii – w miejscowości Caracal – gdzie, jak doczytałem, znajdowało się jedno z największych skupisk polskich uchodźców z września 1939 roku. Około 26 tys. Polaków uciekało na Zachód przez Rumunię.

W korespondencji z 21 listopada 1939 roku Adam donosi rodzicom, że czuje się dobrze pomimo zimnego klimatu i planuje jechać dalej na południe.

Udaje mu się szybko dotrzeć do Jugosławii, a w Sylwestra 1939 roku wysyła kratkę pocztową z Belgradu, przedstawiającą Kalemegdan i pomnik Viktora.

Nie do końca wiem, co działo się z Adamem w roku 1940. Najprawdopodobniej zaciągnął się do wojska, jako podoficer został pojmany we Francji i dostał się do obozu jenieckiego. W okresie między czerwcem a wrześniem 1940 roku przebywał w obozie jenieckim w Strasburgu (list z 1 marca 1941 r.).

Kolejna korespondencja to list z 14 lutego 1941 roku, który wysłał do rodziców na blankiecie obozowym ze Stalag XII D. Był to obóz przeznaczony dla szeregowców i podoficerów. Zlokalizowany był w miejscowości Trier przy granicy z Luksemburgiem. Adam został zewidencjonowany pod numerem obozowym 18595.

„Kochani,
dotychczas jestem zdrów i cieszę się dużym apetytem. Przebywam w obozie pracy w górzystej okolicy Zachodnich Niemczech. Czekam jednak z niecierpliwością nadejścia chwili, w której będzie można powrócić do dawnego trybu życia. Od dawna nie mam od Was żadnej wiadomości i to mnie bardzo martwi. Napiszcie czy wszyscy zdrowi jesteście i jak dajcie sobie radę. Całuję Was wszystkich serdecznie. Adam."
Dalsze listy następują po sobie w bardzo krótkich odstępach. Widocznie początkowo blankiety korespondencyjne nie były bardzo reglamentowane. Następny list datowany jest na 19 lutego 1941 roku:
„Kochani,
od września ubiegłego roku nie mam od Was żadnych wiadomości i nie wiem czy otrzymaliście je ode mnie. Zdrowie nadal dopisuje (…) Pracuję łopatą i kilofem, czekając z niecierpliwością kiedy to się skończy i będę mógł wrócić do normalnego życia. Apetyt mam duży i chciałoby się dużo jeść. Gdyby Wam nie sprawiło trudności, to proszę podeślijcie mi trochę suszonego chleba i tłuszczu. Zima nie była ciężką. Kilka dni mrozu z początkiem stycznia i lutego. Warunki mieszkaniowe mam na ogół dobre. Teraz już czuć w powietrzu nadchodzącą wiosnę. Natura budzi się do życia, a we mnie nadzieja szybkiego do Was powrotu (…). Adam.”
Z następującej potem korespondencji dowiadujemy się, że za wykonywaną pracę jeńcy otrzymują talony, za które jednak nic nie można kupić. Otrzymują także bony paczkowe, które wysyłają rodzinom, które mogą je wykorzystać na przesłanie paczki do 5 kg. Adam często prosi rodziców o wysyłanie chleba, tłuszczu i marmolady oraz cukru. Z czasem okazuje się, że chleb nie może być przesyłany w jednej paczce razem z cukrem, gdyż dochodzi spleśniały. Adam ustawicznie prosi rodziców o wieści i wreszcie zaczyna dziękować za otrzymaną korespondencję – co wskazuje, że korespondencja zostaje nawiązana. Z czasem donosi, że stara się o zwolnienie z pracy, co – jako podoficerowi – gwarantuje mu konwencja (najpewniej chodzi o konwencję o traktowaniu jeńców z 1929 r.). Dużo pracuje na roli, donosi o istnieniu w pobliżu pięknych winnic. Wreszcie zostaje osadzony w szpitalu obozowym na obserwacji. Lekarze podejrzewają u niego reumatoidalne zapalenie stawów. Adam informuje rodziców, że w lazarecie ma bardzo dobre warunki mieszkaniowe, dobre wyżywienie i żeby nie wysyłali mu paczek. W lazarecie przebywa kilka miesięcy. Z czasem dowiaduje się, że jest możliwość zwolnienia z niewoli. Co jakiś czas bowiem z Trier ruszają transporty, które odstawiają chorych i starszych jeńców do krajów, w których zostali pojmani. Kilkakrotnie Adam zostaje umieszczony przez lekarzy obozowych na liście do transportu, ale również kilka razy przeżywa rozczarowanie, gdyż albo transport nie dochodzi do skutku, albo w ostatniej chwili zostaje zdjęty z listy. Z czasem korespondencja staje się trudniejsza – Adam donosi, że ma prawo do napisania tylko jednego listu tygodniowo. W swoich listach dziękuj rodzinie za ciepłe skarpetki, paczki żywnościowe. Prosi o przesłanie słowników polsko-niemieckich i samouczka języka niemieckiego, które to pomoce z czasem otrzymuje. Informuje także rodzinę, że uczy się języka francuskiego – także od przebywających francuskich współwięźniów. Na karcie pocztowej z 4 stycznia 1942 roku pisze:

„Kochani!
Jestem o krok bliżej wolności. Odjeżdża duży transport do Francji. Wczoraj wraz z grupą chorych ze szpitala przeszedłem do lagru. Mamy odjechać we środę, tj. 7 I. Nadal nie mam zupełnej pewności czy się coś nie zmieni. Może nie będę miał możliwości już stąd pisać, więc bądźcie spokojni. Napiszę z Francji. Ściskam serdecznie. Adam.”
Ten transport jednak także skończył się rozczarowaniem. Jeszcze 12 stycznia Adam pisze kartę z informacją, że kolejny transport jest już skompletowany i że „nareszcie wolność idzie do niego wielkimi krokami”.
Kolejna korespondencja już przychodzi nie od Adama. W marcu 1942 roku ze Stalagu w Trier pisze do rodziny Kadulskich jego przyjaciel ze szpitala – François Duma. Pisze w języku polskim – choć ze znacznymi trudnościami językowym, a nawet podpisuje się jako Francszek. Donosi, że Adam został zwolniony i jest we Francji, gdzie kuruje się w szpitalu. Od tej chwili wszystkie wieści o Adami pochodzą od Franciszka Duma, gdyż z Francji korespondencja nie jest doręczana na teren Generalnej Guberni. Z listów dowiadujemy się, że Adam wraca do zdrowia, podejmuje we Francji pracę kierownika magazynu, opiekuje się nim polska rodzina, której nazwiska jeszcze nie udało mi się rozszyfrować.

O tym, że po wojnie Adamowi udaje się wrócić do Polski dowiedziałem się stąd, że w zbiorze znajduje się karta pocztowa z Lądka-Zdroju nadana przez niego w 1955 roku do cioci Marii Dutkiewicz, zamieszkującej w Krakowie przy ul. Rękawka.













Dalsze poszukiwania zawiodły mnie do czytelni IPN, ten wpis jest jednak o niespodziance genealogicznej jaką było niespodziewane przekazanie mi tej korespondencji.

Aktualnie nie mam żadnych dowodów na pokrewieństwo z rodziną Adama Feliksa Kadulskiego. Łączy nas z pewnością nazwisko, ale chyba nie tylko. Jego ojciec Adam (senior) i mój pradziadek Franciszek Józef Kadulski [L22M-3NW] w tym samym pokoleniu rodzili się i mieszkali w Półwsiu Zwierzynieckim (Adam pod nr 46, Franciszek pod nr 100). Byli chrzczeni w parafii Św. Salwatora. Mój krakowski przodek pra-pradziadek Paweł Kadulski był niemal rówieśnikiem dziadka Adama Feliksa (czyli Augustyna Tomasza) [G78K-71B]. Przybył do podkrakowskiej wsi z Żarówki (parafia Zdziarzec, k. Pilzna), Augustyn rodził się i mieszkał w Półwsiu Zwierzynieckim. Być może były to dwie obce rodziny o tym samym nazwisku w tej samej, jednej z najmniejszych powierzchniowo (55 ha) podkrakowskiej wsi. Półwsie Zwierzynieckie liczyło: 1800 r. - 1310 mieszkańców, 1890 r. - 2217 mieszkańców, 1900 - 2875 mieszkańców (źródło: Władysław Kwiecień, Przyczynek do studiów na ludnością miasta Krakowa i gmin przyległych u schyłku XIX w.).
Moja genealogiczna fantazja (chyba każdy, kto zajmuje się genealogią musi trzymać ją w ryzach, bo wyrywa się gwałtownie - próbując zapełniać braki w wiedzy) wędruje jednak w kierunku nieodkrytych jeszcze powiązań.

Bez względu na to połączyła nasze rodziny genealogia przez fakt, że korespondencja Adama Feliksa została mi przekazana, a ja wkrótce w sposób równie zaskakujący i niesamowity odnalazłem jego potomków, którym mogłem te cenne pamiątki przekazać.

We wszelkich sprawach genealogicznych można ze mną się kontaktować pod adresem drkadulski(at)gmail.com












Popularne posty z tego bloga

Krzysiek z sarenką

Zdjęcie niepozorne, malutkie (formatu 88mm x 60mm) – leżało między dziesiątkami innych. Oczywiście czarnobiałe – w tonacji lekko widocznej sepii. Przykuło moją uwagę. Na odwrocie odręczny napis czarnym atramentem. Datowane na 14 grudnia 1938 r. – miejscowość zapisana skrótem oznacza Tarnopol. Miłej pięknej czarującej rozkosznej Krzysi na pamiątkę ofiaruje Krzysiek W tle drugi zapis: Petryków [nieczytelne] las Petryków (Петриків) to wieś koło Tarnopola nad rzeką Seret, a miejsce wykonania zdjęcie to zapewne Petrykowski las (Петриківський ліс). Krzysia to Krystyna Mokrzycka  [G7C6-VCD] – córka Stefana [G7CF-Z5S] i Pelagii Stanickiej [G7CF-W6C], ur. 17 sierpnia 1917 r. w Plaszowej w powiecie dubieńskim. Jako kilkuletnie dziecko osierocona trafiła do domu dziecka. Potem musiała wrócić do Dubna, gdzie do 1939 r. pracowała w lokalnej cukrowni. Zdjęcie zretuszowane i pokolorowane – jak zwykle, żeby uwspółcześnić. Kim był Krzysiek – oczywiście pojęcia nie mam. Jak widać żołnierzem (jak wsz...